Polska

Najpopularniejsze przesądy ślubne

Back view of romantic couple of bride and groom walking hand in hand on rural road at sunset
Cafejka
Napisane przez Cafejka

Ślub to niesamowite wydarzenie, na które z niecierpliwością czekają wszystkie pary „po słowie”. Całe mnóstwo przygotowań, ten dreszczyk emocji, w końcu magiczne „tak”, a później przednia zabawa do białego rana w towarzystwie najbliższych. Z nieco mniejszym optymizmem i zdecydowanie większym dystansem do całej sprawy będą jednak podchodzić osoby wyjątkowo przesądne. Chyba zdecydowana większość z nas z rozmaitych przesądów ślubnych zupełnie nic sobie nie robi i traktuje je raczej w kategoriach ciekawostki. Są jednak i tacy, którzy podchodzą do tej kwestii całkiem poważnie lub przynajmniej uważają, że nieco ostrożności nie zawadzi, bo w końcu, po co ryzykować – lepiej dmuchać na zimne. Jakie są zatem najpopularniejsze i te nieco mniej znane ślubne zabobony?

Obrączki srebrne i złote, bo kruszec musi być trwały!

Obrączki ślubne to pierwsza z rzeczy, które przychodzą nam na myśl, kiedy omawiamy kwestię ślubu. Ten maleńki, niepozorny dodatek jest tak ważny, że urosło wokół niego całe mnóstwo mitów i przesądów. Po pierwsze kruszec, z którego wykonane są obrączki.

Dawniej tworzone były z najróżniejszych materiałów – ze skóry, żelaza, a nawet roślinnych surowców. Innymi słowy, ze wszystkiego, co było aktualnie dostępne. Powszechnie jednak sądzi się, że kruszec musi być trwały, bo wówczas jest szansa, że równie trwałe będzie małżeństwo. Zarówno obrączki srebrne, klasyczne złote czy platynowe powinny więc spełnić swoje zadanie odpowiednio.

Inne „obrączkowe przesądy”? Obrączka musi być idealnie dopasowana – za mała sprawi, że nosząca ją osoba będzie się „dusić w związku” i zostanie zdominowana przez partnera, natomiast za duża rzekomo oznacza, że małżeństwo bardzo łatwo się rozpadnie. Ale to nie koniec. Obrączki nie można zgubić, zniszczyć, bo to także zwiastuje katastrofę. Ponadto w żadnym wypadku nie można przymierzać czyjejś obrączki, bowiem w ten sposób łatwo doprowadzić do… zdrady przed drugą połówkę. Po co więc kusić los…

Obowiązkowe „r” w nazwie miesiąca

To absolutna klasyka, o której słyszał każdy. Z jakiegoś powodu nie powinno się brać ślubu w miesiącach, które w swojej nazwie nie mają „r”. Ponoć przynosi to ogromnego pecha i wróży rychły koniec małżeństwa. Zgodnie z tą zasadą polskie pary mają do wyboru sześć miesięcy w roku. Francuzi są wygrani, bowiem w aż ośmiu nazwach miesiąca pojawia się „szczęśliwe r”. Podobne szczęście mają wszyscy użytkownicy języka angielskiego, hiszpańskiego, słowackiego.

Tłuczenie kieliszków na szczęście

Nowożeńcy obowiązkowo po toaście powinni rzucić kieliszki za siebie. Warto się do tego mocno przyłożyć, bo im drobniej się rozbiją, tym więcej udanych lat małżeństwa. A co, jeśli jakiś kieliszek w ogóle się nie rozbije? Nie ma co panikować – wówczas do akcji wkracza drużba pana młodego i rozgniata kieliszek butem w drobny mak!

Ryż i monety

Każda para nowożeńców powinna być solidnie obsypana ryżem i monetami. Dzięki temu, mówiąc w dużym skrócie, będzie żyła długo, szczęśliwie i w dostatku.

Bukiet bukietowi nierówny

Kobieta, która idzie do ślubu, nie powinna mieć w swoim bukiecie róż z kolcami (należy je całkowicie urwać lub dokładnie przyciąć). Odpadają też krokusy i bratki. Kwiaty te nie wróżą nic dobrego. O wiele lepszym wyborem będą np. kalie, konwalie, frezje czy hiacynty.

Jak się okazuje, wiele ślubnych i weselnych zwyczajów jest kultywowanych po dziś dzień, choć czasem nawet nie wiemy, dlaczego w zasadzie należy robić tak, a nie inaczej. Prawda jest taka, że obrzędy i zwyczaje pochodzą z kultury naszych przodków, którzy bywali bardzo przesądni. Oczywiście wciąż tworzone są też zupełnie nowe zwyczaje, które być może się przyjmą i będą powielane przez kolejne pokolenia nowożeńców.

 

 

O autorze

Cafejka

Cafejka