Recenzje książek

Rysunek węglem – Katarzyna „Metamagenta” Michalak

wegiel
Cafejka
Napisane przez Cafejka

  Na przełomie lat 2009 i 2010 na polskim rynku pojawiła się fundacja Naszedebiuty.pl, które z   założenia miała pomagać nieznanym jeszcze pisarzom wybić się na rynek literacki. Idea była prosta: za konkurencyjną cenę czytelnicy zaopatrujący się w książki w największej obecnie sieci księgarskiej w Polsce będą mieli okazję poznać dzieła młodych twórców. 13,90 to w końcu nie tak wielkie pieniądze jak za książkę. Wokół tej  współpracującej z siecią księgarni Empik oficyny narosło wiele kontrowersji, większość dotyczyła zapisu w regulaminie: „NaszeDebiuty.pl nie płaci tantiem autorskich”. Pojawiły się głosy, że „widziały gały co brały” i jeśli autorowi zależało na oddaniu swojego tekstu za darmo, to teraz ma za swoje. Inni dopatrywali się w tym działaniu promocji młodych talentów.

Do roku 2010, w którym wydawnictwo zniknęło z rynku, światło dzienne 5 publikacji. Jedną z nich jest „Rysunek węglem”, thriller napisany przez Katarzynę „MetaMagentę” Michalak (nie mylić z popularną polską autorką), rodowitą poznaniankę o polsko-litewskich korzeniach. Autorka owej powieści nie poprzestaje na prozie: pisze wiersze, rysuje węglem i maluje, pisze piosenki, a przez jakiś czas była nawet… wokalistką punkowej kapeli. „Kobieta renesansu”, jak powiedziałoby zapewne wielu.

Do pracowni poznańskiej rysowniczki Weroniki Lewandowskiej przychodzi pochodzący z Sycylii Marco Bianchi. Oczywiście, że jest czarujący i oczywiście, wkrótce między nim, a główną bohaterką rozkwita uczucie. Taka magia l’Italiano. Idylla trwa dopóki Weronika nie dowie się o pewnej „niespodziance”, mieszkającej w Mediolanie  narzeczonej mężczyzny. Cóż porazić, para się rozstała, on wrócił do Włoch do Francesci. Napisy końcowe, nadszedł „the end”.
Tak przynajmniej myślała młoda artystka, jednak około roku po rozstaniu zaczyna nawiedzać ją dziwny sen, w którym idzie wśród szarości w białej sukience, a przed nią stoi jej dawny ukochany w eleganckim garniturze. Rusza, a ona podąża za nim, jednak zatrzymuje się po chwili. Weronika też staje. Od ukochanego otrzymuje długą, białą różę.
Taki sen śni się jej od około dwóch tygodni.
Za dnia natomiast cierpi z powodów napadów bólu głowy, słyszy przerażające krzyki kobiet i mdleje…
I jeszcze do tego Marco wraca…
Równocześnie w Poznaniu zaczynają ginąć młode kobiety. Łączy je noszona w trakcie morderstwa biała sukienka i historie zawierające wspomnienia, w których występują podobne sny do tych, które nawiedzają bohaterkę. Weronika nie jest jeszcze świadoma, że znalazła się w niebezpieczeństwie. Czy jej ukochany Marco ma coś wspólnego z tymi zagadkowymi zbrodniami?

W trakcie lektury owej ksiązki co rusz się krzywiłam. Jak ja nie lubię tych włoskich nieporadnych i przesadnych uczuciowo gogusiów, że prywatę urządzę. Weronika posłała go w diabły i z tej okazji miałam nadzieję, że sprawa ucichnie. Nie, książątko powróciło w przyćmionym blasku chwały. Wzbudził mój niepokój. Czy słusznie, nie zdradzę. Nie chcę nikomu psuć zabawy, ale zapewnię, że nie wszystko jest tak proste, na jakie wygląda.

„Rysunek węglem”, tak jak inne publikacje wydane z ramienia nieistniejącego już wydawnictwa Naszedebiuty.pl, jest w formacie zbliżonym do A4 – nie do końca poręcznym dla ludzi, którzy tak samo jak ja czytają w komunikacji miejskiej. Ci wszyscy przepychający się i zaczepiający o rogi współpasażerowie… Nie.

Zastanawia mnie również dlaczeg nikt w trakcie korekty nie połączył mnogości miniaturowych rozdzialików w większe części. „Rozdział” składa się maksymalnie z kilku stron, a praktycznie po każdym pozostaje masa niewykorzystanego papieru.

W „Rysunku węglem” zawarte było coś, co nie pozwoliło mi się od niego na długo oderwać, przyzywało po każdym odłożeniu książki przed doczytaniem końcówki. Z początku myślałam, że wiem już jak dokładnie losy Weroniki i Marca się potoczą. Częściowo się myliłam, z czego się cieszę.

„Rysunek węglem” coś w sobie ma. Nie potrafiłam oderwać się od lektury tej książki na długo, błądziłam za nią myślami, chciałam poznać zakończenie jak najszybciej i denerwowałam się, kiedy musiałam ją odłożyć lub ktoś mi przeszkodził. Nawet jeśli irytował mnie główny męski bohater, to negatywne wrażenie zacierała Weronika i jej przyjaciele.

Zawsze z ciekawością przyglądam się książkowym debiutom. Myślę, że po „Rysunek węglem” warto sięgnąć i dać autorce szansę. Osobiście chciałabym w przyszłości przeczytać jeszcze jedną jej książkę.

 

Zmieniona wersja tekstu pojawiła się także na blogu Zapiski z przypomnianych krain.

O autorze

Cafejka

Cafejka