Recenzje książek

„Dziecko Rosemary” – Ira Levin

dziecko
Cafejka
Napisane przez Cafejka

Zanim sięgnęłam po tę książkę, spotkałam się oczywiście ze słynną ekranizacją w reżyserii Romana Polańskiego. Niewiele jednak pamiętam  z tego filmu, ponieważ nigdy nie udało mi się obejrzeć go do końca… Późne godziny jego emisji naprawdę  bardzo utrudniały mi zapoznanie się z całą historią 🙂 W końcu trafiłam w bibliotece na niewielką książeczkę pod tym samym tytułem… stanęłam na chwilę… i zastanowiłam się „Ejjj?! Jak w ogóle kończy się ta historia?!”

 Młode małżeństwo, Rosemary i Guy Woodhouse, wprowadzają się do nowego mieszkania, w którym od lat dochodziło do dziwnych, niepokojących wydarzeń. Jednak urok starego, luksusowego domostwa przyćmiewa czujność nowych lokatorów, bo któż by nie chciał mieszkać we wspaniałym, wielkim mieszkaniu, przy luksusowej ulicy?! I kto nie ceniłby tak przyjaznych sąsiadów, jacy trafiają się parze Woodhouse?! Para przemiłych, uprzejmych i pomocnych staruszków. I nagle z dnia na dzień, zaczynają znikać wszelkie problemy młodej pary. Guy, dotychczas mały aktorzyna teatralny, nagle dostaje główną rolę w słynnej, wyczekiwanej sztuce. Rosemary pragnąca dziecka odkrywa, iż jest w ciąży… Jednak zaczyna ją coś niepokoić. Przerażające, realistyczne sny, dziwne odgłosy zza ściany, tajemnicza śmierć przyjaciela, książki o tematyce okultystycznej… i dziwny napój z ziół, co dzień robiony przez sąsiadkę…

I cóż mogę powiedzieć? Zachwycać się i wychwalać nie będę, ponieważ historia nie powaliła mnie na kolana.. niestety. Spodziewałam się czegoś lepszego… oczekiwałam czegoś więcej! Śmiało możemy uznać ten tytuł za klasykę literatury! Wiele razy też słyszałam, że to jedna z tych historii, którą trzeba znać! Więc skoro nie dane mi było poznać ekranizację, postanowiłam sięgnąć po wersję papierową. I nieco się rozczarowałam…

Jeśli chodzi o styl autora nie mam zarzutów. Posługuje się on prostym językiem i całkowicie zrozumiałym, mimo dzielących nas lat od czasów powstania tej historii. Fabuła od samego początku jest jasna i zrozumiała. Nic nie rozprasza nas i nie sprowadza uwagi na poboczne tory. Autor nie zamęcza nas męczącymi opisami i zbędnymi wątkami. I to zdecydowanie wielki plus! Tego mogliby się uczyć od pana Levina inni autorzy! W przypadku tej książki mamy do czynienia z konkretną historią, bez żadnych zawiłości, bez zbędnych wątków. Tylko prosta fabuła, kilkoro głównych bohaterów dopracowanych w najmniejszych szczegółach… wszystko przedstawione jasno i konkretnie. Czyta się łatwo, miło, szybko… w zaledwie jeden, dwa wieczory.

Miło było przeczytać coś tak prostego i nieskomplikowanego. Przyznam, że fabuła bardzo mnie wciągnęła! Czytałam z zapałem, ciekawa co będzie dalej, zaintrygowana wydarzeniami, które od pierwszych stron nabierają tempa… Jednak grozy tu nie znajdziecie. Określenie „Dziecka Rosemary” klasyką horroru jest sporo przesadzone. A dlaczego czuję się nieco rozczarowana?! Ponieważ jestem osobą bardzo wnikliwą i lubię kiedy na końcu wszystko staje się jasne! Tu niestety tego mi zabrakło… do samego końca nie dowiedziałam się cóż to był za tajemniczy napój, który co dzień piła Rosemary?! Jak i na co działało śmierdzące zielsko w talizmanie?! To wszystko chciałabym wiedzieć. Jednak autor najwyraźniej zapomniał nas o tym poinformować. Finał historii również nie do końca zrozumiały. Oczywiście już od połowy książki wiemy o co konkretnie chodzi i efekt zaskoczenia czeka nas bardzo umiarkowany… domyślamy się wszystkiego. Jednak zakończenie tak naprawdę bardzo niewiele nam mówi… jest dość niekonkretne, a szkoda. Tego nie lubię. Z chwilą skończenia książki nie chcę się domyślać! Nie chcę domniemać! Chcę po prostu wiedzieć! I jedynie za to obniżam ocenę.

 

myślę, że można poznać tę historię i na własnej skórze przekonać się co w sobie kryje. Książeczka liczy sobie 200 stron, co zajmie niewiele czasu, poza tym uznawana jest za klasykę… Określenie jej horrorem jest moim zdaniem przesadzone, ponieważ tak naprawdę grozy tu niewiele… ale ogólnie historia całkiem przyjemna. I można po nią sięgnąć choćby z ciekawości i dla zabicia czasu. Mimo iż nie jestem do końca zachwycona książką, to bardzo chętnie poznam ekranizację… i postaram się w końcu obejrzeć ją od początku do końca… 🙂

O autorze

Cafejka

Cafejka