Recenzje książek

„Ludzie z bagien” – Edward Lee

ludzie z bagien
Cafejka
Napisane przez Cafejka

Pamiętacie film „Wzgórza mają oczy” lub „Droga bez powrotu”? Dość niesmaczny obraz zniekształconych ludzi, którzy gust kulinarny mają równie spaczony jak swoje ciała? Typowy horror, pełen krwawych scen. Albowiem ci mieszkańcy wzgórz i lasów, są smakoszami ludzkiego mięsa… Nawet jeśli tych filmów nie znacie, to założę się, że już sama myśl o bohaterach jest nieco odpychająca, prawda? Jednak powiem Wam, że te dwa filmy to przy powieści Edwarda Lee to bajeczki dla mięczaków… 🙂 Bo to co się dzieje na stronach tej książki, przechodzi wszelkie pojęcie…

 

Phil Straker pochodzi z małego miasteczka… Crick City to typowa zapyziała dziura, w którym jak to się mówi, psy szczekają… pupami 🙂 Ale to jeszcze nic! Psy, psami… ale krążą pogłoski, że pobliskie lasy, bagna i wzgórza, zamieszkują Bagnowi… zniekształceni ludzie, którzy uprawiają kazirodztwo od dawien dawna…

„Tak ich tu nazywano. Lud bagien. Bagnowi. 
Najniższa kategoria ludu wzgórz. Chociaż wiele się o nich mówiło, rzadko można było ich spotkać (…) Ludzie z bagien uprawiali kazirodztwo od tak dawna, że niemal wszyscy byli groteskowo zdeformowani”
 
 
Niewielu „szczęściarzy” miało okazję ich widzieć. Jedak Phil będąc dzieckiem, widział… Przynajmniej tak mu się wydaje. Nic więc dziwnego, że chłopak uciekł z mieściny jak tylko miał możliwość. Wstąpił do policji w wielkim mieście i choć na co dzień igra z życiem, lepsze to niż Crick City. Kiedy jego kariera w wydziale narkotykowym wydaję się być skończona, przyjmuje propozycję komendanta policji z rodzinnego miasteczka i odejmuje się wyjaśnienia sprawy narkotykowej, w którą najprawdopodobniej zamieszani są również Bagnowi… 

O ludzie! Co za książka! Było to moje pierwsze spotkanie z autorem, a od razu zostałam rzucona na głęboką wodę…- Chyba, że pan Lee specjalizuje się w pisaniu samych tak niesmacznych książek?! Książka ta zdecydowanie powala! Jeśli nie powali Was oryginalność fabuły, swojskość języka, to na pewno powali Was z obrzydzenia! gwarantuję! 🙂 Ja jestem wielbicielką mocnych wrażeń, drastycznych opisów i wszelkich obrzydliwości… i przyznaję, że ta książka spełniła pod tym względem moje oczekiwania. Aż nad to! Już samo miasteczko, w którym panuje brud, smród i ubóstwo przeraża. A jego zdeformowani mieszkańcy jeszcze bardziej działają na wyobraźnię.. Delikatnie mówiąc wyglądają jak potworki – miewają po 3 ręce, jedną nogę krótszą od drugiej, niesymetrycznie umieszczone uszy,oczy… 8 palców u jednej ręki, a nawet 6 par sutków, lub 4 piersi… Skąd to się do cholery wzięło?!

„I to jest tak, że te obdartuchy żyjom po lasach, dużymi rodzinami, i robiom to wszystkie ze wszystkimi, ojcowie dupcą córki, jakby nigdy nic, bracia zadajom sie z siostrami, synowie robiom brzuchy swoim matkom, i tak cały czas, z dziada pradziada. I to jest tak, że w tych gonach i karmosomach się wszystko jebie i sie rodzom pokurwione dzieci, jak ta tutej. I mówi się na nich Bagnowi”

O proszę, jakże subtelnie to autor przedstawił… 🙂 Ale to jeszcze nie koniec wrażeń bo wszystko wskazuje na to, że nasza bagnowa arystokracja gustuje w potrawach bardzo krwistych! Bo czemuż by nie spróbować kawałka ludzkiego udźca?! 🙂 albo obedrzeć kogoś ze skóry, wypatroszyć i delektować się takimi rarytasami jak nereczka, jelitko, wątróbka, czy serduszko… Zapraszam do stołu! Szef kuchni poleca… 😛 Zupa dnia – barszczyk z płynów ustrojowych, doprawiony szczyptą tłuszczyku… Danie dnia – krwista wątróbka w sosie z gałek ocznych, podana na jelicie grubym… Bon appetit ! 🙂
 
„Niektórzy jedli mięso na surowo, inni woleli pieczyste. Pulchne organy wyrywane były z otwartych brzuchów niczym owoce. Gałki oczne połykane były w całości jako oliwki, płuca zjadane jak kromki chleba, jelita pochłaniano, jakby były sałatą. Żywy nawóz wrzeszczał. Całe głowy przypiekane były nad otwartymi płomieniami, aż przybrały idealny odcień, po czym dzielono je na części i objadano do czysta ze smakowitego mięsa”
 

Hmm… czyli mamy już zdeformowane istoty, kanibalizm i jakby tego było mało, wszystko to otacza jeszcze wszechobecny, brutalny seks! Ponieważ najpopularniejszym miejscem w miasteczku jest bar ze striptizem, w którym można sobie wynająć panienkę za kilka dolców. Ba… nawet bagnową! Full wypas! A jeśli jesteś spłukany, zgarnij jakąś z drogi, przeleć w samochodzie, a potem możesz ją nawet zabić… Zabawa będzie jeszcze większa! Przepraszam najmocniej, ale taki właśnie jest klimat historii, którą przedstawił nam pan Lee… był to klimat, w którym nawet ja czułam się nieswojo. I moje poczucie estetyki i smaku, nie pozwala mi go nawet wiernie odtworzyć. 
 
Tym razem trafiłam na książkę, która potrafiła zniesmaczyć nawet mnie. A to już coś! Brawo panie Lee! 🙂 Momentami czułam, że już za dużo tego wandalizmu, za dużo brutalności. Za dużo seksu, zboczeń seksualnych… za dużo, za mocno, przesyt i przekroczenie wszelkich granic. 
Fabuła ma sens. Stworzono interesującą, intrygującą historię z ciekawą zagadką do rozwiązania. Wciąga od pierwszych stron, trzyma w napięciu, a na końcu porządnie zaskakuje. Nikt nie spodziewałby się chyba takiego finału! Mnie końcówka wbiła w fotel! I choć czułam przesyt i przekroczenie granic, nie mogłam i nie chciałam odłożyć książki na półkę, gdyż zwyciężała ciekawość i chęć poznania historii do końca. 
 
Ta książka to najlepsza dieta odchudzająca i środek antykoncepcyjny jaki widziałam! 🙂 Seksu się odechciewa… Jeść tym bardziej. Więc jeśli ktoś chciałby zacząć dietę – gorąco polecam! Koniecznie przeczytać, a potem najlepsze fragmenty przypiąć na lodówkę. Efekt gwarantowany! Bez wątpienia jest to lektura tylko dla ludzi o mocnych nerwach i mocnych żołądkach. Jest obleśna, drastyczna, brutalna, obrzydliwa… ale kryje w sobie dość ciekawą fabułę, która zaskakuje. I choć byłam bardzo zniesmaczona, to bardzo podobała mi się przedstawiona historia… Więc polecam wszystkim żądnym mocnych wrażeń… 🙂
 

O autorze

Cafejka

Cafejka