Recenzje książek

Saga „Zmierzch” – podsumowanie

Saga Zmierzch
Cafejka
Napisane przez Cafejka

„TO JUŻ JEST KONIEC! NIE MA JUŻ NIC…”
Saga „Zmierzch” autorstwa pani Stephenie Meyer, budzi wiele kontrowersji… Jedni ją uwielbiają i są szczerze zachwyceni, inni wręcz nienawidzą i krytykują, widząc w tej historii jedynie infantylną opowiastkę dla naiwnych małolat. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Choć nigdy nie przepadałam za romantycznymi historiami, zakończonymi happy endem, nie lubiłam fantastyki, a wszelkie postacie nadprzyrodzone w książkach bardzo mi przeszkadzały, tak w tej historii zaczytałam się bez pamięci! 

 Przed „Zmierzchem” długo się broniłam i pewnie w ogóle nie sięgnęłabym po tę sagę, gdyby pewnego dnia sama nie wpadła w moje ręce. Wzięłam udział w internetowym konkursie i wygrałam płytę DVD z tym filmem. A skoro już wygrałam, wypadało obejrzeć… 🙂 I stało się! Zaraz po obejrzeniu filmu zapragnęłam przeczytać książkę… Pochłonęła mnie bez reszty! Zarywałam noce, jedna po drugiej, co było nie lada wyzwaniem biorąc pod uwagę, że byłam akurat mamą dwóch małych dziewczynek – półtorarocznej i dwutygodniowej… Więc nie było mowy o wyspaniu się w dzień… Chodziłam ledwo przytomna, ale nie mogłam się powstrzymać, musiałam czytać! Noce należały do pani Meyer…

„ZMIERZCH”
Pierwsza część sagi zrobiła na mnie duże wrażenie, choć po przeczytaniu wszystkich części i obejrzeniu wszystkich filmów, uważam, że była najsłabsza. W książce daje się odczuć niewypracowane jeszcze pióro autorki, strasznie irytowały mnie zbędne dla fabuły, dziecinne dialogi, które spokojnie można by było, a nawet powinno się wyrzucić… Niczego nie wnoszą, a jedynie pozwalają wątpić w zdolności pisarskie autorki..
Z pośród wszystkich 5 ekranizacji, które miałam już okazję obejrzeć uważam, że „Zmierzch” wypadł najsłabiej. Aktorzy zagrali tu niezwykle sztucznie – te niewinne, wstydliwe minki Belli, oraz lekko sztuczny styl Edwarda, który przez cały film wygląda jakby miał kołek w  *** … 🙂 To nie wypada zbyt przekonująco 🙂 Poza tym cała produkcja jest taka ponura i szara…  Zdecydowanie najmniej przypadła mi do gustu.


„KSIĘŻYC W NOWIU”
Trzeba autorce przyznać bardzo odważny zabieg, który jest zarówno ryzykowny i jednocześnie bardzo przemyślany… Ja przy tej części miałam zwątpienie i wiem, że nie ja jedyna. Utknęłam w połowie tej książki i nie miałam ochoty po nią sięgać, ponieważ przez odważny krok autorki, cała historia straciła dla mnie magię i sens! Potrzebowałam, aż zachęty, kopniaka i zapewnień ze strony siostry, że warto czytać dalej… A ile osób tego kopniaka nie dostało i zrezygnowało z poznania ciągu dalszego? W rzeczywistości było to przemyślane, ale żeby to zrozumieć, trzeba wytrwać…! A to było trudne! W tej części pani Meyer postanowiła przybliżyć nam bardziej postać Jacoba, przyjaciela Belli… Ponieważ jak już wiemy, odgrywa on w dalszych wydarzeniach istotną rolę! Teraz mamy poznać go bliżej, polubić lub nie, aby później lepiej rozumieć rozterki Belli oraz móc wczuć się w emocje odczuwane przez Jacoba 🙂 Film natomiast przyjęłam bardzo entuzjastycznie 🙂 i zdecydowanie przypadł mi do gustu o wiele bardziej niż pierwsza ekranizacja.

„ZAĆMIENIE”
Bezsprzecznie jest to chyba moja ulubiona część! A już na pewno ulubiona część z ekranizacji 🙂 Dużo się dzieje i dużo tu mojej ulubienicy – Victorii 🙂 Sam pomysł na całą akcję jest świetny a i realizacja bardzo dobra! Pani Meyer zadowala miłośników sagi i mam wrażenie, że jest to celowy zabieg, by zjednać sobie czytelników i wynagrodzić im to, co nawyczyniała w części drugiej… 🙂 Nić porozumienia między Edwardem a Jacobem… to jest coś! 🙂 Film bardzo dobry a i książka już lepsza niż poprzedniczki. W pierwszej części czuć infantylność, przez drugą ciężko przebrnąć z powodu załamania nerwowego… 🙂 natomiast trzecia część to jest to! Nie wiem tylko skąd pomysł na odłamek w postaci Bree Tanner?! Co pani Meyer strzeliło do głowy? Kasa? Z rewelacyjnej sagi, która skradła serca milionów, stworzyła odłamek, który wziął się nie wiadomo skąd… Rozbudować postać, która w książce i w filmie uczestniczyła w kilku scenach? Mnie to nie przekonało…

„PRZED ŚWITEM” 
Autorkę poniosło… Oj poniosło 🙂 Wyobraźnia bujna, tylko pozazdrościć 🙂 czytając książkę, kilka razy stawałam w trakcie z myślą „Boooże! jak ona na to wpadła?!” 🙂 Według mnie jest tu kilka niedociągnięć i miałam w trakcie czytania wiele ciekawych myśli 🙂 ale to dlatego, że za dużo myślę, za bardzo wnikam i na wszystko patrzę  zbyt racjonalnie… Paradoksalnie wręcz – myślę racjonalnie o książce o wampirach! 😀 
Sam film troszeczkę nudnawy 🙂 Przywykłam do świetnych scen, przepełnionych efektami specjalnymi, takimi jak walki wampirów, sceny z wilkołakami, a w tej części co?! Niewiele atrakcji 🙂 Największą atrakcją był długo wyczekiwany ślub Edwarda i Belli 🙂 potem długo długo nic, aż końcówka wbija w fotel! Ostatnie sekundy przed napisami końcowymi to mistrzostwo! Na to  właśnie czekaliśmy! Ze strony twórców filmu to prawdziwa złośliwość, kończąc film w takim momencie! 🙂 i każąc czekać rok na ciąg dalszy!

Na tę część wszyscy fani czekali z niecierpliwością! Ja również! i słusznie, gdyż że się tak wyrażę – przy tej części kapcie spadają! Ja byłam zachwycona i długo po wyjściu z kina przeżywałam emocje, które towarzyszyły mi podczas seansu 🙂 Dzieje się tu sporo zaskakujących rzeczy! efekty specjalne rewelacyjne… i aktorzy świetnie sobie poradzili 🙂 Kristen Stewart choć do tej pory mnie nie zachwycała swoimi zdolnościami aktorskimi, tak w tej części poradziła sobie świetnie! do roli w ostatniej części sagi została wręcz stworzona! 🙂 Ta część budzi skrajne emocje… Bawi, wzrusza, wywołuje niepokój, lęk i zdziwienie… do tego porządnie zaskakuje! 🙂 To według mnie rewelacyjne podsumowanie i zakończenie całej sagi! Skrajnie różniące się od pierwszej części… w zupełnie innym stylu niż nieśmiałe początki.


POWTÓRKA Z ROZRYWECZKI… ?! 🙂
Strasznie mi żal, że to już koniec… Podejrzewam, że nie raz będę sobie w domu urządzać seanse „Od zmierzchu do świtu” 🙂 Pamiętam, że kiedy pewnej nocy skończyłam czytać całą sagę, łezka zakręciła mi się w oku… Spojrzałam na cztery tomy leżące na półce i pomyślałam „To co?! Od jutra powtórka z rozryweczki?!” 🙂 Na pewno kiedyś jeszcze wrócę do tej historii… Na pewno! Już teraz mam wielką ochotę, ale książek w kolejce tyyyle, że czasu mi brak… 

http://czytam-bo-lubie-ksiazki.blogspot.com/

O autorze

Cafejka

Cafejka