Recenzje książek

„Urodzona o północy” C.C. Hunter

e375334cf0053f2cea12fe5aa14a7d9b10379ff6
Cafejka
Napisane przez Cafejka
 

Życie nastoletniej Kylie Galen nie jest łatwe. Umiera jej ukochana babcia, rzuca ją chłopak, jej rodzice się rozstają, a w dodatku ciągle widuje dziwną postać, której nikt poza nią zdaje się nie zauważać… Pewnego wieczora Kylie Galen ląduje na nieodpowiedniej imprezie z nieodpowiednimi ludźmi, i to zmienia jej życie na

 

zawsze. Za radą psychologa matka wysyła ją do Wodospadów Cienia – na obóz dla trudnej młodzieży. Już w drodze do obozu Kylie przekonuje się, że określenie „trudna” niezupełnie określa jej współobozowiczów.

Kylie nigdy nie czuła się całkiem normalna, ale nie wierzy też w to, że jej miejsce jest wśród tych, jej zdaniem, „dziwolągów”. Mieszkańcy Wodospadów Cienia twierdzą jednak, że przybyła tu nie bez powodu, ponieważ wiele wskazuje na to, że jest jedną z nich – między innymi to, że urodziła się o północy. Mimo to nikt nie wie, kim tak naprawdę jest…
Jakby życie nie było wystarczająco skomplikowane, na scenie pojawiają się Derek i Lucas. Są bardzo różni, ale obaj zajmują znaczące miejsce w sercu dziewczyny.

Chociaż Kylie niczego nie jest pewna, jedna rzecz staje się dla niej absolutnie jasna. To właśnie tu, w Wodospadach Cienia, jest jej miejsce.

 To, czy sięgnę po daną książkę zależy od mnóstwa czynników. Jeżeli chodzi o starsze pozycje, skupiam się przede wszystkim na recenzjach ulubionych blogerów – to chyba najbardziej wiarygodne źródło informacji. Są jednak takie zapowiedzi, przy których dopada mnie „zainteresowanie od pierwszego wejrzenia”. Ta opcja jest najgorsza, bo książkę muszę mieć „już teraz, dzisiaj!”, co jest wręcz niewykonalne, bo przecież trzeba poczekać do premiery. Dokładnie tak było z „Urodzoną o północy” – spodobała mi się okładka, zaintrygował opis, czego chcieć więcej? Oczekiwanie na premierę umilałam sobie wyszukiwaniem informacji o tej powieści – średnia 4,16 na portalu goodreads jedynie utwierdziła mnie w przeczuciu, że się polubimy – czy przeczucie to okazało się słuszne?

Kylie w niczym nie przypomina nastoletniej buntowniczki, wręcz przeciwnie. Jeden, jedyny raz, znajduje się w nieodpowiednim miejscu, o nieodpowiednim czasie – to zwyczajny pech. Rodzice jednak traktują ją jak notoryczną imprezowiczkę i postanawiają wysłać na obóz dla trudnej młodzieży. Przy okazji nastolatka uniknie ich burzliwych kłótni, więc upieką dwie pieczenie na jednym ogniu.

Nasza bohaterka jest przerażona, zanim jeszcze dotrze na miejsce. W autobusie wiozącym ją w nieznane jest pełno młodych ludzi, którzy w niczym nie przypominają jej szkolnych przyjaciół. Wyglądają mrocznie i naprawdę przerażająco. Mimo wszystko dziewczyna jest zaskoczona, kiedy okazuje się, że trafiła w sam środek obozu dla stworzeń, o istnieniu których nie miała pojęcia. Wampiry, wilkołaki, elfy czy czarowinice, to tylko niektóre z postaci, które Kylie spotka na swojej drodze. Wszystko wskazuje, że dziewczyna trafiła tam nie bez powodu – czy ona również nie jest człowiekiem?

Każdy, kto na bieżąco śledzi bloga wie, że takie paranormalne stwory, to zdecydowanie „moje klimaty”. Nawet wampiry, które molom książkowym wychodzą już uszami, mi chyba nigdy się nie znudzoną. Im więcej niezwykłości, tym lepiej! C.C. Hunter naprawdę mnie rozpieszcza – w „Urodzonej o północy” znajdziemy całe mnóstwo gatunków. W dodatku autorka pokazała nam nadprzyrodzone rasy w nieco odświeżonej wersji. Choć sama koncepcja nie jest zbyt oryginalna, rekompensuje to pomysłem na opis każdego z nich.

Bardzo polubiłam Kylie. Choć to z dość zwyczajna i niczym nie wyróżniająca się dziewczyna, jednak (całe szczęście) nie okazała irytująca. Bywa niezdecydowana, czy rozhisteryzowana, ale nadrabia to poczuciem humoru i lojalnością wobec przyjaciół. O ile bohaterka idealnie wpasowuje się w stereotypową postać z paranormal romance, o tyle obóz letni już nie, gdyby nie fakt, że… niczym nie różni się od szkoły z internatem. A tę znamy przecież doskonale z powieści YA. Najdziwniejszy jest jednak fakt, że kompletnie mi to nie przeszkadzało. I w tym wypadku autorka nadrobiła średni pomysł niezłym wykonaniem – koncepcja obozu była na tyle ciekawa, że z ogromną ciekawością śledziłam losy jego uczestników.

Czego jeszcze nie może zabraknąć w PR? Trójkąta miłosnego! Tutaj mamy coś więcej – Kylie jest rozdarta między trzema chłopakami. I choć szczerze polubiłam nastolatkę, to w tym wypadku działała mi na nerwy swoim niezdecydowaniem odnośnie wybranka. Ja swojego ulubieńca wybrałam bardzo szybko i przez bite 300 stron zażarcie mu kibicowałam!

Jednym z najważniejszych wątków jest tożsamość głównej bohaterki. Jeszcze przed przyjazdem na teren obozu, dziewczyna widzi przerażającą postać Żołnierza, której nikt inny nie jest w stanie dostrzec. To, że dziewczyna posiada paranormalne zdolności jest pewne – cała zabawa polega jednak na znalezieniu odpowiedzi na pytanie – czym jest Kylie? Spodobało mi się poprowadzenie tego wątku, a zakończenie zaskoczyło, wolałabym jednak poznać odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania. Mimo to, autorka postanowiła potrzymać czytelników w niepewności. Myślę, że osiągnęła zamierzony efekt w 100%, bo osobiście naprawdę nie mogę doczekać się kontynuacji!

„Urodzona o północy” zahacza o utarte schematy, jednak w wyjątkowy sposób. Czerpie z nich to, co najlepsze, dzięki czemu powieść naprawdę ciężko odłożyć. Mi wyjątkowo przypadła do gustu i przyjemnością sięgnę po kolejny tom – oby ukazał się jak najszybciej!

O autorze

Cafejka

Cafejka