Recenzje książek

„Żony ze Stepford” – Ira Levin

the stepford
Cafejka
Napisane przez Cafejka

Małżeństwo, Joanna i Walter Eberhart, znaleźli idealny dla siebie dom w niewielkim miasteczku Stepford. Z pozoru ta spokojna mieścina to idealne miejsce, aby się osiedlić na stałe. Wszędzie piękne, zadbane domy, idealnie przystrzyżone trawniki. Mężczyźni wieczorami spotykają się na kieliszek brandy i pokera w Klubie Mężczyzn, a kobiety…. No właśnie, kobiety są jakieś dziwne. Tak przynajmniej wydaje się Joannie. Panie mieszkające w Stepford to idealne żony i matki! Jak z obrazka! Mają idealne figury, każdego dnia nienaganne fryzury i makijaże, są posłuszne, niewymagające a ich ulubionymi zajęciami są pranie, sprzątanie, gotowanie, pastowanie podłóg… i może jeszcze raz sprzątanie! Wykonują prace domowe każdego dnia, od rana do nocy… ich domy po prostu lśnią! Czyż to nie dziwne? Czyżby panowie maczali w tym palce?


„- Prawda, że ładnie się uprała? – zauważyła z uśmiechem i włożyła koszulkę do kosza na bieliznę. 

Zupełnie jak aktorka z reklamy. 

Ależ to właśnie to pomyślała Joanna. Wszystkie żony ze Stepford były aktorkami z reklamy, zadowolone z proszków, past do podłóg, preparatów do czyszczenia, szamponów i dezodorantów. Ładne aktorki z dużym biustem i małym móżdżkiem, grające nieprzekonywująco role podmiejskich gospodyń domowych. Zbyt piękne, żeby było prawdziwe…”
 
Tę niewielkich rozmiarów książeczkę, potraktowałam jako miły przerywnik podczas zmagania się z kolejną książką pana Kinga. Duża czcionka, mały format i zaledwie 150 stron… i historia, którą miałam okazję poznać za sprawą filmu o tym samym tytule. Zwykle nie mogę się oprzeć i czuję wielką chęć porównania książki z ekranizacją. Jak więc mogłam sobie odmówić tym razem?

Książeczka jako mała odskocznia sprawiła się znakomicie, gdyż zajęła ona dokładnie jedno popołudnie. Czytało się szybko i przyjemnie.  Jednak absolutnie nie rozumiem dlaczego zalicza się tę historię do gatunku horroru ?! Szczerze mówiąc grozy nie było tu za grosz! I to dosłownie – za gorsz! Czytało się przyjemnie, lecz całkowicie bez emocji. Ot, opowiastka dla odmóżdżenia. Taka bajeczka dla dużych chłopców i dziewczynek… tak ją postrzegam. Stratą czasu może nie była, ale myślę, że można spokojnie żyć bez jej znajomości. 

Było to moje drugie spotkanie z tym autorem i niestety chyba już ostatnie. Przy „Żonach ze Stepford”, tak samo jak przy „Dziecku Rosemary”, zakończenie absolutnie nie sprostało moim oczekiwaniom! Pan Ira Levin ma chyba to do siebie, że lubi zakończenia niejasne, jakby urwane w połowie! Problem w tym, że ja nie lubię! Jak już kiedyś wspominałam, kiedy kończę czytać książkę, chcę mieć wszystko jasne. Więc z panem Levinem się chyba raczej nie dogadam 🙂 Tu zakończenie, owszem, wiemy czy Joanna miała rację w swoich podejrzeniach, wiemy też czy udało jej się uniknąć losu innych mieszkanek miasteczka… ale cała reszta szczegółów pozostaje bez wyjaśnienia. Są to dość istotne szczegóły, których nie mogę jednak wyjawić, żeby nie zepsuć nikomu przyjemności czytania…

W tym starciu, książka kontra ekranizacja z 2004 roku, którą miałam okazję oglądać, zdecydowanie wygrywa film!  Przyznam, że kolorowy obraz idealnego miasteczka, z idealnymi żonami bardzo przypadł mi do gustu! Tak bardzo, że przez chwilę sama miałam ochotę w nim zamieszkać 🙂 Do tego gwiazdorska obsada, Glenn Close, Bette Midler, Matthew Broderick, Christopher Walken, Roger Bart i Nicole Kidman w roli głównej, sugeruje, że jest to naprawdę dobre kino! Film, ku mojemu zadowoleniu, przedstawia historię bardzo szczegółowo i ma konkretne, jasne zakończenie. Nie jest, co prawda, wiernym odzwierciedleniem pierwowzoru, uzupełniono kilka szczegółów, dopracowano całą historię i uważam, że pan Levin może się schować 😛  
 
Jeśli ktoś bardzo chce poznać tę historię, o wiele bardziej polecam film. Według mnie jest dobrze i bardzo estetycznie zrobiony. Książka mnie zawiodła, nie sprostała oczekiwaniom i przekonałam się, że pan Levin jednak nie pisze dla mnie 🙂 W całej historii można oczywiście dopatrywać się jakiegoś głębszego przesłania, rodem z feministycznych transparentów… ale również nie poświęcono tej tematyce zbyt wielkiej uwagi. Jeśli jednak ktoś bardzo chce poznać książkę, może spróbować… książka ma zaledwie 150 stron więc nie zajmie nikomu dużo czasu. 

O autorze

Cafejka

Cafejka