Recenzje książek

„Król demon” – Cinda Williams Chima

król demon
Napisane przez Cafejka

„Nie możesz zakładać, że skoro Tobie niczego nie brakuje, to wszyscy są syci”

Rzadko rozmawiam o polityce. Właściwie nigdy o niej nie rozmawiam. Nie oznacza to jednak, że nie zastanawiam się nad tym, co dzieje się w naszym kraju. Potyczki polityczne możemy zaobserwować niemal codziennie. Wszyscy wiedzą, że dzieje się bardzo źle, że ktoś za ten cały bałagan i niedostatek odpowiada, ale nikt nie może nic na to poradzić, bo patrząc na władze naszego państwa nie zauważymy biedy i ubóstwa. Nie oznacza to jednak, że ich nie ma…
Cinda Williams Chima napisała książkę, która jest wyłącznie literacką fikcją, wizją powstałą w głowie autorki, powieścią fantastyczną, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Tylko czy aby na pewno?

Han Alister do niedawna znany był jako herszt gangu Łachmaniarzy. Specjalizował się w kradzieżach i drobnych przestępstwach. Nie robił tego jednak dla zabicia czasu czy też nudy. Robił to, aby przetrwać, by wyżywić siebie oraz swoją rodzinę, ponieważ w Fellsmarch nastały ciężkie czasy. Brakuje niemalże wszystkiego – jedzenia, pracy i pieniędzy, ubrań.
Młodzieniec rzucił jednak dotychczasowe życie i stara się zarabiać uczciwie. Jest to jednak o wiele trudniejsze niż się spodziewał, bo dawno zdobyta opinia, ciągnie się za nim wszędzie.
Pewnego dnia podczas polowania, na jego drodze staje Micah Bayar – początkujący czarownik, syn Wielkiego Maga. Przez to zdarzenie Han staje się posiadaczem starożytnego amuletu, który ściągnie na niego całą masę kłopotów i informacji, których chłopak wolałby nigdy nie poznawać.
Tymczasem w królestwie księżniczka Raisa szykuje się do Święta Imienia, po którym stanie się prawowitą następczynią tronu, gotową do zamążpójścia. Choć Rai nie jest jeszcze gotowa na ślub, jej matka ma zgoła odmienne zdanie na ten temat i niewiele rzeczy jest ją w stanie odwieść od podjętej wcześniej decyzji. Nie liczy się nawet to, że sama księżniczka pragnie stać się godną królową i niczym legendarna królowa Hanalea, która niegdyś pokonała Króla Demona, zasłynąć czymś szczególnym i wyjątkowym.
W pewnym momencie losy dwojga zupełnie różnych od siebie młodych ludzi skrzyżują się, ale czy okaże się to spotkaniem, które na zawsze odmieni ich losy?

Zacznę może od tego, że książka liczy prawie 600 stron, a według mnie jest ona tylko wprowadzeniem do historii, która rozpocznie się w kolejnym tomie. Oczywiście części drugiej nie miałam jeszcze okazji czytać, ale takie właśnie odnoszę wrażenie. Jednocześnie nie mogłam pozbyć się wrażenia, że powieść ta mogłaby stanowić dwie całkowicie odrębne historie.
Rozdziały podzielone się na dwa rodzaje: widziane oczami Hana i Raisy. Oba niewiele mają ze sobą wspólnego. Rozdziały widziane oczami chłopca to ulice Łachmantargu i Południomostu, czyli krótko mówiąc obraz nędzy i rozpaczy, ubóstwa i przemocy. Świat z perspektywy księżniczki to natomiast piękne suknie, komnaty, biżuterie i suto zastawione stoły. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo w końcu zazwyczaj w książkach spotykamy się ze zderzeniem dwóch odmiennych światów. Tyle tylko, że tutaj zderzenie to trwało w moim odczuciu ułamek sekundy.

„Król demon” to pozycja, która przez pierwsze 150 stron okropnie mnie znużyła. Nie wiem czy dotrwałabym do końca gdyby nie fakt, że powieść trafiła do mnie jako egzemplarz recenzencki. Długo zastanawiałam się nad przyczyną mojej początkowej niechęci do tej książki i stwierdziłam, że po prostu nie do końca czuję tego typu rodzaj fantastyki. Czarownicy to nie moja bajka i miałam już okazje kilkakrotnie się o tym przekonać, dlatego ich obecność dość mocno mnie zniechęcała. Postanowiłam jednak dać autorce kredyt zaufania i przyznaję, że później było już tylko lepiej. Akcja przyspieszyła, stała się wartka, fabuła się rozkręciła, a bohaterowie nabrali kolorytów i charakteru tak więc od połowy było już przyjemnie.
Poza tym czytałam dzielnie, bo nie mogłam się doczekać spotkania głównych postaci. Byłam szalenie ciekawa jak będą wyglądały okoliczności ich spotkania. W końcu się doczekałam i byłam nawet usatysfakcjonowana obrotem spraw, ale moja radość niestety szbko znikła. Dlaczego? Gdyż z przykrością muszę poinformować wszystkich romantyków, że w tej książce nie doczekacie się rozwiniętego wątku miłosnego i ja osobiście bardzo nad tym ubolewam!

Atutami tej powieści jest z całą pewnością język i bardzo dobrze przemyślana fabuła. Te dwa elementy obroniły „Króla demona” przed negatywną oceną, która wisiała nad nim niczym burzowa chmura, bo minusów w książce nie brakowało.
Główna wada to zbyt długie rozdziały. Nie powinno się według mnie stosować tego typu zabiegów przy książce, której rozdziały są naprzemienne. Czasami było tak, że zanim przebrnęłam przez jedną historię, zapominałam co było w drugiej i musiałam cofać się o te kilkanaście czy kilkadziesiąt stron, bo wyleciało mi z głowa co tam nasza księżniczka robiła poprzednio.
Poza tym wadą był też zbyt obszerne opisy. W pewnym momencie, szczególnie na początku, miałam ochotę zacząć je omijać, a to już naprawdę coś, bo tego typu zachowania zdarzały mi się wyłącznie podczas czytania lektur szkolnych!
Denerwowała mnie też zbyt duża ilość postaci i podobieństwa między nazwiskami. Czytając miałam chwilę, w której myślałam, że prawie wszyscy bohaterowie mają to samo nazwisko, bo różnica między Bayar a Byrne była dla mnie niedostrzegalna 😉

„Król demon” to powieść, która przenosi nas do świata fantazji. Znajdziemy tu fabułę, która naprawdę będzie w stanie nas pochłonąć oraz fantastykę w dość dobrym wydaniu. Książka bywa jednak przewidywalna i może to dać się we znaki, ale nawet pomimo tego warto ją przeczytać.
Nie wiem czy sięgnę po kolejne tomy, choć muszę przyznać, że ciekawość po zakończeniu, rośnie we mnie z minuty na minutę.

Moja ocena: 4/6

http://heaven-for-readers.blogspot.com/

O autorze

Cafejka